|
|
![]() Porażka Robię się tania- jeszcze trochę to na przecenie się znajdę- jako towar dobry ale lekko znoszony, te wgniecenia i plamy sprzedawca będzie wciskał klientowi jako mało zauważalne i dające się usunąć jeśli nie vanishem to na pewno nożyczkami. Czuję się sprzedana- sprzedana pseudo przyjacielowi za butelkę francuskiego wina 14%. Co za poniżenie… co za pomyłka. Co za okrutny powrót do rzeczywistości. I pomyśleć że 6 lat czekałam na tego faceta, który w ciągu kilku godzin rozwiał wszelkie moje wątpliwości i marzenia że jest genialnym mężczyzną wartym zainteresowania, który mnie fascynował i pociągał. Już nawet nie chodzi o seksualność bo nad nią to musi niesamowicie popracować jeśli chce zatrzymać u swego boku jakąkolwiek kobietę- cholera jasna a to podobno ja ze względu na swój młody wiek sądziłam że duuuużo przede mną nauki w tej kwestii… a tu proszę- Pan od podobno dobrego wzwodu, mającego fantazje i niesamowity popęd okazał się bezuczuciowym, machinalnie wykonującym pewne czynności wkładem łóżkowym. Kobiecie naprawdę nawet papierosem iryskiem można dobrze zrobić jeśli się o to zadba. Taaaa… widać mój orgazm nie była wliczona w paragon do wina. Co gorsze on się nawet o niego nie postarał. Zero wysiłku, a po wszystkim spokojnie mnie zostawił w łóżku kończąc lecący w tle film. Poczułam się jak szmata- szmata której w cipę dla relaksu można wsadzić palec aby nabrał lepkości tak bardzo niezbędnej do przekładania kartek w książce. Jeden plus tego- był ciepły- znaczy się nie trup. inna-ja 2008-02-11 12:36:18 skomentuj (5) Idzie… mi okres i z błahych powodów robię apokalipsę św. Jana (takie objawy bycia typowa kobietą). Najchętniej zakopałabym się pod kołdrą z wywieszoną kartką „nikogo nie ma w łóżku” taka oziębłość względem każdego bliźniego który się zbliży. Dosłownie wszystko mi przeszkadza- za zimno (drętwieją mi sutki wraz z kolanami), za ciemno za oknem (nie szkodzi że to już po 19 więc najwyższa pora aby lazurowe niebo przykryła melancholijna czerń), za głośno (muzykę powinno się słuchać najlepiej z tętniących żył- w końcu życie to poemat z ciągłą zmianą nut i taktów) do tego na liście irytacji znajduje się nie odkurzony dywan, brudna podłoga w kuchni (którą i tak tylko ja myję) wywołująca brak koncentracji bo burzy mój wewnętrzny spokój (gdybym chociaż taki posiadała…) . Nooo… pewnie jeszcze nie jedną rzecz mogłabym dopisać- w końcu nawet płatki do oczu są nie takie jak normalnie- miętkie i przyjazne dla twarzy. Właśnie po trzecim pączku pochłaniam czekoladę (milka- karmelowa- polecam!!!) już sama nie wiem czy z łakomstwa czy z czystej potrzeby zajęcia palców. inna-ja 2008-01-31 19:21:29 skomentuj (4) Wracam do pisania ...kto jak kto ale sama sobie będę pomagać- robić dobrze i jeszcze czerpać z tego satysfakcje- taki jeden wielki gigantyczny orgazm ze spazmatycznymi drgawkami, duszącym krzykiem „o bożeeee dochodzę” i wypływającym ciepłem z pomiędzy nóg. Czuję że zachodzi we mnie intymne „coś”- zmiany których nie potrafię (nie chcę/ nie umiem) zatrzymać, których nie rozumiem i które w rezultacie trudno mi zaakceptować. Często, gęsto i w nadmiarze mam wrażenie że za dużo oczekuję, za dużo chcę od ludzi (za dużo mam w stosunku do nich wiary???). Może to wynika braku widocznych rezultatów moich starań, kroków jakie podejmuje względem danej osoby??? I z tego właśnie wynika późniejsze zniechęcenie połączone niewidzialną nitką ze zobojętnieniem??? inna-ja 2008-01-30 17:37:34 skomentuj (0) ... być kobietą- co za wyzwanie... inna-ja 2007-11-21 18:52:42 skomentuj (1) Telefon... 7 rano. Wyrwanie z mocnego- jakże kojącego i błogiego snu. Brak orientacji w temacie z rozmówcą. Bełkotliwa wymiana zdania. Niemożność zaśnięcia ponownie. Tak. Nie może być inaczej. Zaczął się wtorek. Mamy kolejny mroźny dzień. Więc kto idzie po amaretto? :> inna-ja 2007-11-20 08:43:23 skomentuj (1) Jak przytyć 5 kilo? Wystarczy być w wieku produkcyjny, mieć nieregularny okres i niezłomne chęci bycia dumą i chlubą własnego żałądka- znaczy się pełnego i najbardziej zadowolonego z całej zaistniałej sytacji (w końcu się najadł). inna-ja 2007-05-05 21:04:31 skomentuj (2) Ciąg dalszy błogiego stanu... ...jednak w moim wykonaniu to dość specyficzne uniesienie. Namacalnie daje się zauważać że brak mi obycia społecznego- takiego ludzkiego- ale nie empatycznego a jedynie zachowawczego. Jeszcze nie wyrosłam z etapu neandertalczyka latającego z dzidą w poszukiwaniu niedźwiedzia na obiad, który posługuje się językiem powiedzmy nie wyszukanym (ja taka pracująca w kapuście chłopka dorabiająca w ziemniakach- czyli idąc tym torem z kim ja mam po polskiemu gadać? Z dżdżownicami?). Ale to już nie o mowę chodzi (choć moja mowa pozostawia szeroki wachlarz życzeń…) a o odruch- odruch bezwarunkowy- który zaczęłam u siebie określać mianem wtórnego regresu debilizmu nieodwracalnego. Właśnie się drapię po głowie i myślę (a u mnie z myśleniem czasem krucho) czy jest możliwość temu zapobiec? Skąd takie wnioski? Otóż jak to się łatwo domyśleć w moim przypadku chodzi o faceta. I to naprawdę przesympatycznego i uroczego faceta (bo ja tylko takich poznaję- a bynajmniej gorliwie w to wierzę gdyż łatwiej jest mi się potem godzić ze światem ;)). Więc owym miłym panem jest ćwiczeniowiec (fachowa nazwa: doktorant- asystent). Zanim zorientowaliśmy się a raczej zanim dowiedziałam się że jesteśmy z tej samej uczelni to kompletnie się nie widywaliśmy a teraz co krok na siebie wpadamy a ja jak wołowa dupa zamiast się po ludzku przywitać to odstawiam kabarety robiąc z siebie istną pipeczke w seledynowej bluzeczce. Choć moje upośledzenie ostatnio ma przebłyski bo już umiem się do niego uśmiechnąć ( przeraża mnie fakt że czekają na mnie jeszcze dwa etapy- znaczy się: odpowiadanie na „cześć” i normalna rozmowa- ale chyba przez to już nie będzie mi dane przebrnąć bo Wojtek stracił cierpliwość). Winą za to obarczam środowisko :) Co ja zrobię że ostatnio jestem w nieustannym dobrym humorze a owy delikwent pojawia się w momentach mojego apogeum wybuchu radości (chyba źle interpretuje moje zachowanie w jego przelotnym towarzystwie). Wnioskuję to po braku odzewu z jego strony- już nie dzwoni, a raczej już nie zadzwonił po moim ostatnim pustakowym zachowaniu. Ja chyba strasznie nieśmiała jestem jeśli jestem kimś naprawdę zainteresowana. Tego wieczoru co mieliśmy się spotkać oczywiście nic nie wyszło- więc wiadomo trzeba było się czymś pocieszyć. Zagłuszyć smutek, myśl że może doszedł do wniosku że nie tyle co oporna jestem to i wizualnie nie odpowiadająca. Więc co zrobiłam? Więc poszłam z moją Asią łóżkową (współlokatorka z pokóju) poflirtować z solarkowymi lampami (a że rzadko z nimi romansuję to na efekt ich miłości długo nie musiałam czekać). Wyszłam czerwona- spalona- oparzona. I z tym bagażem cierpienia zadreptałyśmy jeszcze na nocny seans (na ruszt poszedł „Testosteron”). Czy lepiej mi było? Teoretycznie ja się niczym nie przejmuję tylko tam w środeczku czasem kuje- ale to tylko moje, a co moje to to nie wychodzi na światło dzienne. Wiec szczęśliwa jestem dalej, a to że cycki mam jak dwa pomidory, tyłek jak dojrzały arbuz a na twarzy wieczny rumieniec dziewiczy to tylko wzmaga mój śmiech z samej siebie :) inna-ja 2007-04-20 12:22:43 skomentuj (4) Tak po prostu... Jestem szczęśliwa :) inna-ja 2007-04-13 07:11:23 skomentuj (4) ... „Jak dla mnie to nigdy nie rozmawialiśmy” (kontekst: moja osoba rozmówcę traktuję przedmiotowo i wyłącznie rozrywkowo- a dialogi jakie przeprowadzałam z ową osobą widocznie były zbyt frywolne i mało istotne)- błahe zdanie któro zakuło, boleśnie zakuło. inna-ja 2007-04-01 10:34:03 skomentuj (8) Skinhead Kto powiedział że kulturowo nie można tak dla urozmaicenia spotykać się z innym odłamem społeczeństwa? (Tak to sformułowałam jakbym facet był przynajmniej recydywistą z Tajlandii- choć z wymiarem sprawiedliwości miał przyjemność obcować). Korcący egzemplarz z tego Mariusza był... podkreślmy BYŁ! Pokusiłam się na owego „chłopaczka”… uroczo go nazwałam „chłopaczkiem”- facet od szyi do pasa wytatuowany- dziary na które ja za życia bym się nie odważyła- jakieś gołe cycki, panny z piłami, wampiry, twarze, krzyże i skorpiony na nogach… myślałam że zaskoczę go pomysłem aby i członka sobie obsmarował- ale nie… ale nie… nie ukrywał że ma to w planach. Odważniak jeden… ale miły odważniak :) Odsłonił mi kurtynę niewiedzy w dziedzinie odkażania cewki moczowej po wcześniejszym obkolczykowaniu jej (bo oczywiście miał namacalną przyjemność to przeżyć). No nic tylko po takiej lekcji na pielęgniarstwo iść. Człowiek już wtedy z praktycznego punktu widzenia wie jakich środków znieczulających używać. Więc tą wiedzę uważam za teorię- za preludium do dalszego kształcenia się w owym kierunku. W końcu nigdy nie wiadomo co się kiedy przyda… Jednak ta rozmowa wynikła z czystego przypadku bo Mariusz odwiedził mnie o 9 rano… o 9:10 już był rozebrany. Chyba nie szykował się na zbyt wylewno- słowny dialog. I tu go zaskoczyłam… bo ja na sprinta to tylko do całodobowego w nagłych przypadkach biegam a nie do łóżko. Chociaż nie ukrywam korcąca propozycja - nie ma to jak zdecydowany facet który wie czego chce. Takich to już nie produkują… ech… No ale na mizanie każdy może sobie pozwolić- bynajmniej ja sobie pozwoliłam. Widocznie nawet w białym adresiku można rozgrzać faceta. Ja chyba od chłopów pańszczyźnianych pochodzę bo jak widzę (a jeszcze lepiej czuję) męskie dłonie jak dwa bochenki chleba albo dwie grabie to aż ciarki mnie przechodzą. U mnie prostota się liczy (i dobry fach!). Więc w tym przypadku to my się dogadaliśmy. Taaa gdyby tylko o to chodziło… bo po wszystkim to jeszcze sobie pogawędziliśmy… ja odprężona, zrelaksowana… siedząca nazwijmy to bezwiednie (do tej pory się dziwię że można tak ulicznie się rozkroczyć bez zahamowań…) jeszcze zanim poszedł do pracy to mnie udziubkał. A potem co? A potem miałam w końcu chwile spokoju na siku. To był szok… zdejmuję spodnie (i to mi już wystarczyło)! A tam co??? A tam jakby ktoś mi świnie zarżnął patykiem… zalewało mnie jakbym miała ubojnie i pomyśleć że ja tego kompletnie nie poczułam a ten sprawca czynu nieczystego (bo w końcu ktoś tu musi być winien) nawet mi nie powiedział jaka jest sytuacja. CO ZA WSTYD!!! Facet podziwiał jak mi nasikają spodnie… jak zmieniają kolor…jak nasycają się głęboką czerwienią- chociaż głęboko to on co innego robił… Do wpadek to ja mam po prostu talent. Potem się dziwię że faceci przeżywają taume po spotkaniu ze mną… I takim sposobem przyśpieszono mi o 18 dni okres. I jak tu nie mówić że faceci są wszystkiemu winni!!! inna-ja 2007-03-26 17:19:48 skomentuj (8) Choroba... przyczyną nieudolności i braku twórczego polotu. inna-ja 2007-03-11 17:09:44 skomentuj (3) Zimna suka Ostatnie dni nie to że dały mi w kość ale wywołał przesyt. Taki obiadowy przesyt albo bulimiczny gdzie już zbiera się na wymioty. I właśnie będę rzygać, wypluwać rozgoryczenie, pretensję, żal na który chyba sama pozwoliłam aby mi się dział. Powoli stwierdzam że ze mną chyba jest coś nie tak albo unijnie nie jestem przystosowana do obecnych warunków społecznych bo gdzie się nie pojawię, z kim nie rozmawiam i nie przebywam słyszę że jestem „dziwna”, „oziębła” wręcz „wyrafinowana”. I to oczywiście w konkretnych sytuacjach, sytuacjach damsko- męskich. Przykład? Wtorkowa kolacja na którą zostałam zaproszona. Świetny lokal który zmusił mnie nie ukrywajmy do „ładnego” wyglądu- nie to że na co dzień wyglądam jak poczwarka w adidaskach ale tym razem musiałam wśliznąć się w coś „układnego”, odpowiedniego do sytuacji (musze w tej kwestii popracować nad garderobą). Ale wracając do kolacji to były świece, winko, pyszne jedzonko i marzycielska atmosfera. Istna bajka. Tylko że bajka o zabarwieniu erotycznym. Po 3 godzinach rozkoszowania się chwilą słyszę w uchu pytanie do kogo idziemy do mnie czy do niego. Ja oczywiście jak to ja pod obecnym kolorem włosów jestem istną platyną więc się nie zorientowałam ku jakiemu światełku dążymy więc poszliśmy do mnie. Kolejne wino, kolejna godzina, kolejne miłe słowa, rozmowa na poziomie… aż… aż nie zaczęło być ciepło. Małe mizianie, dziubek niby to niechcący w kark i jego „magiczne rączki” (a faceci mają wysokie mniemanie o swoich umiejętności… aż nawet teraz uśmiech pojawia mi się na twarzy :) ). Wszystko było by w jak najlepszym porządku gdybym nie powiedziała w pewnym momencie nie. Uparty egzemplarz mi się trafi bo dalej twardo brnął ku swemu. Za którymś razem jak został wręcz odepchnięty to wybuchnął taką furią że myślałam że zaraz mi się za to dostanie- cieleśnie dostanie. Jedynie co z tej jego przemowy (taaa przemowy- pretensji i krzyku) pamiętam to wiekopomne zdanie że zapraszając mnie na kolacje stworzył mi idealne warunku abym zwilgotniała (genialne słowo- musze je zapamiętać- ZWILGOTNIEĆ). Kurde co się dzieje przecież jak się człowiek z kimś spotyka, umawia to niczego nie zakłada, niczego nie chce, nie oczekuje.. no przepraszam oczekuje mile spędzonego czasu ale to wszystko. Przecież po jednym takim wyjściu nie ląduje się od razu w łóżku bo dziewucha czuje obowiązek odwdzięczenia się mężczyźnie za poświęcone minuty. Kolejne uszczypliwości jakie poleciały w moim kierunku to w chwili gdy po pysznym ciachu, naprawdę pysznym (szarlotka z kokosem i masą kakaową na ciepło z lodami miętowymi posypanymi mieszanką orzechową ze śliweczką) i ekspresso zostałam odprowadzona do domu. Miły spacerek, luźna wymiana zdań i nie wiadomo kiedy moja klatka schodowa na horyzoncie. Moment pożegnania- cieplutki uścisk i przetrzymanie mojej osoby w ramionach aby pokazać że on popołudnie zalicza do udanych. Mnie nie korciła wymiana płynów ustrojowych więc wstrzymałam zapędy „kolegi” (wiadomo ślina rzecz cenna). Ta czynność jednak została znadinterpretowana i uznana za grę wstępną bo za chwilę słyszę że może wolę aby wszedł razem ze mną na górę. Dostał za to ode mnie rozkoszny uśmiech zmieszania i potok powodów dla których już powinien iść do swojego domu. Będąc nadal w jego uścisku starał się usilniej wymusić chociaż jakiś „głębszy” pocałunek. A gdy mu to nie wychodziło gwałtownie puścił, spojrzał gniewnym wzrokiem i stwierdził że jestem zimna (nie wiem co miał konkretnego na myśli używając właśnie tego słowa ale go użył) dodając że wszystko mam podane na tacy więc powinnam z tego skorzystać a nie tracić. Na dowiedzenia (bo musiało być jakieś dowidzenia) usłyszałam że powinnam się leczyć. I z tą diagnozą od lekarza- fachowca podreptałam schodami ku mieszkanku. W duchu cieszyłam się że skonsumowałam całe ciacho jakie dostałam bo w końcu co zjadłam to moje. Co jeszcze działo się w tym tygodniu? Aaa… spotkałam się z kolegą Adamem ze starszego rocznika który wcześniej zaoferował mi pomoc z metalurgii i wyjaśnienie reakcji chemicznych stopów. Nic nadzwyczajnego- studencko- akademickie warunki i typowa alkoholowa gościnność. Zanim przeszliśmy do interesującego mnie tematu (owej pomocy) przebrnęliśmy przez ogrom pobocznych wątków. Dowiedziałam się że miał psa Herkulesa, na komunie dostał kalkulator, lubi gołąbki, używa kremu do rąk… kto wie może te informacje kiedyś wykorzystam jak pracując w śledczym będę robiła rysopis psychopaty. A dlaczego od razu piszę że psychopaty? Nie wiem czy to późna pora, czy wiśniówka ale jak dla mnie to on zaczął się dziwnie zachowywać a bynajmniej tak że ja zaczęłam czuć zakłopotanie zadawanymi pytaniami. Przy drukowaniu schematów i rysunków tak od niechcenia powiedział że umie zadowolić każdą najbardziej wymagająca dziewczynę językiem, że zawsze imponował kobietom dużym członkiem. Nie wiem czy oczekiwał na to jakiejś mojej odpowiedzi ale wiedziałam że czas na mnie i że już powinnam się zbierać. Chyba moją nerwowość dało się wyczuć bo starał się mnie uspokoić i biorąc w objęcia powtarzał że on tylko pomaga, że chce mojego dobra, odprężenia. Wmurowało mnie- facet który charytatywnie przelatuje panienki i dodajmy że to z myślą o nich, o ich przyjemnościach, o ich potrzebach!!! Krew zalewa!!! Ale nie.. najlepsze dopiero przed nami. Tak mi nerw ruszył że nie wytrzymałam i powiedziałam parę zdań od siebie co o tym myślę, jego reakcją na to był równie zjadliwy język jak mój- wyzwał od mimoz których nie można dotchnąć, od zimnych suk które udają że są porządne i dupy nie dają... oj i parę jeszcze innych określeń które już nawet nie chcę przytaczać. Skąd ja biorę takich facetów? Sama nie wiem- ale żaden z nich nie ma czole napisane „jestem debilem”. inna-ja 2007-02-11 10:06:39 skomentuj (4) C++ Cytat dnia: "rozczula mnie pani tym co pisze"- i kto by pomyślał że nawet macierzami na egzaminie umiem rozkochać ;) Oczywiście egzamin zaliczony jak najbardziej pozytywnie :) inna-ja 2007-02-05 18:12:31 skomentuj (2) Film Karol jest ostatnio dość częstym gościem w moim życiu. Nawet nie wiem czy do końca oczekiwanym ale miłym (zobaczymy na jak długo). Więc Młodziaku dzisiaj też idziesz na odstrzał :) Siły i chęci nie pozwalały ale koleżankowanie zobowiązuje… Karol został zaproszony (czytać: czułam presje i niemożność spotkania się w inny dzień) na „Plac Zbawiciela”. Trzeba dodać że przez wcześniejsze 3,5 h intensywnie się wysilałam aby zrozumieć tablice i macierze tłumaczone przez krzesełkowatego kolegę Marcina z kierunku. Wypocona, wymęczona wręcz jak po ostrej tylniej jeździe jeszcze ostatkiem sił pędzikiem wzięłam się za naleśniki. Ja chyba za bardzo przykładna jestem… Więc zanim dojechał byłam gotowa- tym razem z całym pakietem łącznie z ponownym goleniem nóg :) Jeszcze trochę to w tym tempie skórę zacznę sobie tą maszynką usuwać… Przyszedł (co mnie zasmuciło bez wina- zasmuciło i rozczarowało jednocześnie!!!) bo to chyba działa na zasadzie- ja gotuję ty drinkujesz?!? No ale… może jeszcze się wyrobi… Co mnie bardzo ucieszyło to to że już tym razem był na lajcika a nie w układnym sweterku i koszuli. Abstrahując i patrząc na niego trzeźwym okiem (dosłownie trzeźwym) to jest bardzo przystojnym facetem. Nie wiem czemu ale ręce to miałam rozbiegane we wszystkie strony z dość zauważalnymi drgawkami jakbym się całym zajściem przejmowała- jednak tłumaczę to sobie brakiem owego trunku i tu nie chodzi o hektolitry a o jedną lampkę. Chłopak się rozgościł, usadowił na komputerowym krzesełku (wytrwale siedział na nim do końca!!!), dostał herbatkę i zaczęliśmy od wyżej wymienionego ciężkiego kalibru na dzień dobry. Rozmowa szła nie ukrywajmy opornie- typowa krew z nosa… ale czego można było się spodziewać po mnie? Zmęczonej, niewyspanej, jeszcze złej z dnia poprzedniego… Miałam wrażenie że on to widzi i rozumie (a kobiety lubią sobie wmawiać takie banialuki). W połowie drugiego seansu zaczynałam widzieć jego znużenie tematem i zakładałam się sama ze sobą ile wytrzyma??? Ile da rade wysiedzieć ze mną w jednym pomieszczeniu oczywiście na tym wybranym przez siebie krzesełku. Irytacja i niechęć biła od niego coraz mocniej jak aura u Matki Boskiej w czasie zesłania. Aż wierzyć się nie chce że doszliśmy do 4!!! On w tym czasie ani drgnął- nie opuszczał zagrzanego miejsca jakby obawiał się że je straci albo że kto inny skorzysta z ciepełka zostawionego na obiciu. Ja natomiast łaziłam jak głupia- 5 razy na siku, kilka przesiadek z podłogi na łóżku i z łóżka na podłogę, 3 wyjścia do kuchni.... Co mnie najbardziej powaliło- to to że ani razu się do mnie nie zbliżył!!! Nie było żadnego miziania, żadnego dziubka- nic- dosłownie NIC! Jakbym była trędowata… Tu już nie chodzi o to że coś by dostał ale o sam fakt że nawet się o to nie starał! Myślałam że ma mnie już serdecznie dosyć i z ulgą powie że musi się zbierać… ale nie- chyba nawet się na to nie szykował (albo miałam tylko takie złudne wrażenie) chociaż pewnie i tak bym mu już na to nie pozwoliła. Dostał więc czystą pościel, ręczniczek- normalnie jak w ***** hotelu. I grzeczniutko poszedł spać do drugiego łóżka. Nawet na mnie nie spojrzał jak się kładłam (w sumie i dobrze bo nie posiadam normalnych pidżamek)- wyuzdanie jest u mnie podstawą. Z rana natomiast miałam natchnienie- zaszalałam i wyczarowałam mu omleta- fajnie je- tak powolutku- jakby rozkoszował się smakiem, tak nie po męsku, bez dzikości, łapczywości, chęci posiadania wszystkiego już w żołądku. O dziwo jeszcze mnie zagadywał, jeszcze starał się być miły i zabawny a ja intensywnie myślałam co go do tego mobilizuje? Szybko za mną nie zatęskni- będzie odpoczywał kilka tygodni od mojego towarzystwa jeśli jeszcze się pojawi na horyzoncie. inna-ja 2007-02-04 12:42:48 skomentuj (10) Karolowi... ...czytając to masz niepowtarzalną okazję zobaczyć wszystko z perspektywy kobiecego oka :) Każdy Twoj ruch jest oceniany, ważony, skrzętnie badany i na końcu podsumowywany :) Więc pilnuj się ;) P.S. Podejdz do tego z dystansem. inna-ja 2007-02-03 19:22:14 skomentuj (1) Mieszkanie Więc mój dialog z Karolem trwa… zaczynam powoli stwierdzać że mężczyźni są bynajmniej z lekka dziwną nacją- ja będąc na jego miejscu za cholerę nie odezwałabym się do kobiety z problemem już zahaczającym o alkoholizm a tu proszę taki mały rodzynek z pudełka wyskakuje i jeszcze oferuje swoją pomocą (jednak nie w piciu) a naukową :) Cóż za intelektualista mi się trafił- ambitny, ułożony, wychowany, kulturalny… czuć od niego jak nic politechniką i nawet by się zgadzało- na mechanice wszyscy olejami i smarami jadą na kilometr… a jestem złośliwa :) to wina jego dobroci która odpycha- dziwne co?!? Jak się w życiu miało do czynienia wyłącznie z chamami to przy tak radykalnej zmianie człowiek przeżywa szok z którego ma problem się otrząsnąć :) Aaa… uszłoby mi z głowy- po ferelnym jak sądziłam wieczorze „nowy” kolega już zdążył zaproponować mi wspólne mieszkanie i na pewno to pytanie nie było wywołane moimi zdolnościami kulinarnymi. Czy to nie za szybko po 5 h usłyszeć taką propozycję??? Taka mała dygresja mi się nasuneła… jak on chce w te swoje malutkie, subtelne wręcz powiedziałabym kobiece rączki zmieścić mojego cycka bo dwóch na pewno nie weźmie może gdyby się uparł to dwoma na jednego może się zamachnąć ale w innej kombinacji polegnie. inna-ja 2007-01-30 16:54:09 skomentuj (5) Myśląc Zastanawiające że ludziom coraz bardziej zależy wyłącznie na imponowaniu innym- pokazywaniu się z tej lepszej strony, tej atrakcyjniejszej, tej „fajniejszej” ukrywając ludzką zwykłą słabość do błędów, problemów, bezradności, niemocy, bycia szarym, przeciętnym obywatelem… Nie macie czasem wrażenia że poznając nową osobę bierzecie udział w jednej wielkiej farsie? W jednej wielkiej grze gestów gdzie wygraną jest satysfakcja byciem lepszym? Nie wnika się w jego potrzeby, potrzeby człowieka do akceptacji, zrozumienia, zwykłej rozmowy która czasem na błahy temat daje ulgę, bo zanim do tego dojdzie- dojdzie do wymiany zdań przechodzi się przez setki selekcji, rankingów, wymogów stawianych przez drugą osobę że gdzieś gubi się wreszcie to najważniejsze- komunikacja- bycie zauważonym ale z tej strony człowieczej, gdzie dostrzega się prawdziwe uczucia, emocje, gdzie liczy się jednostka. inna-ja 2007-01-26 21:17:53 skomentuj (3) Ja wiedziałam że tak będzie Odezwał się :) inna-ja 2007-01-26 21:12:36 skomentuj (1) Ech... Małam wczoraj domową randkę- z lenistwa i złego humoru wolałam tą ewentualność... i w sumie obcego faceta zaprosiłam na nasze mieszkanko... trzeba zaznaczyć że wcześniej z owego braku nastroju wyżłopałyśmy 3 wina- oczywiście ja przodowniczka bo to mi miał się pojawić uśmiech na twarz! Jeszcze zanim "kolega" Karol przyszedł poleciałam po 4 wino bo gościa w końcu trzeba należycie przyjąć... po małym sprincie do całodobowego wpadłam na pomysł jeszcze szybkiego prysznica i GOLENIA nóg (sądziłam ze zdąże...) ale nie... ale nie... w trakcie czynności ucinania włosa dzwoni telefon gdzie słyszę w słuchawce że facet jest już na miejscu! a ja??? a ja??? a ja NIEGOTOWA- w totalnym proszku bez majtek... stanika na sobie... BEZ MAKIJAŻU i w wulgarnych włosach na głowie w postaci puchu gołębiego jeszcze czesanego z samego rana! Wpadłam w panike (to chyba normalne?!?) wszystkie dziewuchy pomagały mi w uprzątnięciu burdelu z łazienki- a ja zawzięcie nakładałam fluid na twarz który źle rozsmarowałam- ale w sumie on mi pasował do tuszu który też się rozciapał po oczach i tak lekko niechlujnie ze spokojem otworzyłam drzwi.... (bo w końcu tylko spokój mógł mnie uratować) mężczyzna wszedł (w sumie jaki to mężczyzna? mój rówieśnik) wszedł... a ja miałam ochotę go już w progu wywalić.. nie pytaj dlaczego- chyba taki kobiecy odruch :).... więc zamknął za sobą wrota- ja kulturalnie zapytałam czego się napije wskazując mu pokój.... chłopak nie zdąrzył usiąść a ja oczywiście wręczyłam już mu nalaną lampke czerwonego wina pólwytrawnego (cena 10,49 zł) którą z godnością i gracją przyjął! Ku memu zdziwieniu i miłemu połechtaniu rozmowa się kleiła... ale z braku laku trzeba było szybko coś skombinować do roboty- więc co ja mądrego mogłalm wymyśleć?? oczywiście oglądanie filmów (z których nic nie pamiętam bo dwa przegadaliśmy) w tym też czasie oblałam siebie winem (nic dziwnego jak tyle wcześniej owego trunku się napoiło...) miałam do tego przestoje myślowe, brak koncentracji i sprawiałam ogólne wrażenie jakby nieskończyła jeszcze leczenia grupowego w AA! Jednak najlepsze było to jak wpadłam na genialny pomysł zrobienia mu czegoś do przegryzienia! Jedyną rzeczą ktorą posiadałam były brokuły... (a się objadł...) musiało to chyba dość dziwnie wyglądać jak otwierałam lodówkę a tam na pułeczkach tylko 2 cytryny 2 ketchupy i mleczko do kawy (a ja mu wcześniej zaznaczałam że kilku produktów w tym domu się nie je- w sumie miałam na myśli chleb, cukier, masło... ale wydaje mi się że po dogłębnym spenetrowaniu wzrokiem zawartości małego pomieszczenia chłodzącego wyszedł z założenia że nie tylko do tego sie ograniczamy...) aaaaa zapomniałam... chciałam mu te brokuły urozmaicić i wygrzebałam z zamrażarki pierś z kurczaka- jednak diablica na kość była zamarźnięta... dla sprawdzenia waliłam nią nawet o ścianę... jednak po krótkiej chwili wsadziłam spowrotem na swoje miejsce! Więc pisałam o brokułach.. noooo robiłam mu brokuły na parze w patelence- oczywiście jak to ja- chojna byłam- nawaliłam tam przypraw ile mi podeszło pod palce (ładnie wyglądało) ale chyba samkowo już troche mniej bo jadł bez przekonania (ja sobie darowałam ta przyjemność i oddałam mu i swoją porcję) konsumował patrząc jak ładnie wygibuję się na krzesełku bo miałam problem aby siąść na nim noramlnie bez przechyłów i odchyłów... w końcu połknął ostatni kawałek i stwierdził że się zbiera... mi tam było to na rękę więc nie zatrzymywałam- odprowadziłam kulturalnie na przystanek dostałam dziubka i bay...... CIEKAWE CZY SIĘ JESZCZE ODEZWIE??? :) Z całej tej przygody najfajniejsze jest to że mam do dzisiaj głatkie nogi :) inna-ja 2007-01-26 14:57:15 skomentuj (0) |
|